Historia

Wystawy Elektronika PRLu

   Pomysł wystawy zrodził się właściwie przypadkiem. Ot, luźna rozmowa trzech facetów o sprzęcie grającym z lat osiemdziesiątych. Że jeszcze działa, że jeszcze go używamy, że jeszcze można go tanio i i łatwo naprawić, niekoniecznie w „wielce autoryzowanym serwisie” obwieszonym wszelkiej maści certyfikatami. Nie, nie tam. Tylko u pana Zenka dwa bloki dalej. Naprawiał nam w 1985 kolorowego Rubina, który tak pięknie brzmiał (cóż się dziwić – miał drewnianą obudowę i duże głośniki). Kiedy zaczęliśmy wymieniać co kto z nas posiada i w jakim stanie technicznym, to nasza rozmowa zjechała na inne tory. Właściwie na dwa tory.

     Pierwszy zawierał pytanie, dlaczego w chwili obecnej oferuje nam się sprzęt, który, o ile dożyje końca gwarancji, to już niewiele więcej. A jego naprawa polega (trochę ironizuję) na wymianie środka lub obudowy. W szczegóły już się nikt nie zagłębia. Tu okazało się, że te „nasze graty” można naprawiać w niemalże nieskończoność wymieniając każdy element z osobna. Nie było to specjalnie odkrywcze, ale doszliśmy do wniosku, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi….to chodzi o pieniądze! Po prostu, my klienci, ofiary ogólnie dostępnego sprzętu, mamy iść po nowy. Urządzenia audio-video (i nie tylko), które nas ekscytują, były w owych czasach w miarę dostępne cenowo i oferowały przyzwoitą jakość brzmienia i parametry techniczne. Parametry, o których obecnie nie ma żadnej wzmianki w instrukcjach obsługi. Nie ma takich możliwości rozbudowy zestawu, podłączania doń kolejnych urządzeń, jakie posiadają nasze „graty”. Obecnie najlepiej, żeby wszystko zawierało się w jednej obudowie z kolumnami wielkości kostki masła i przełącznikiem POP, ROCK, CLASIK…jako wybór brzmienia odtwarzanej muzyki. Nie wspomnę o modzie na „wszystko w kompie” i zgrywania tego na pudełeczko MP3 lub telefon komórkowy. Przecież słychać, że grają! I ostatnia myśl z toru pierwszego. Zaraz ktoś postawi zarzut, że produkuje się urządzenia w czystej postaci, które odpowiadają naszym (czyli fanom starszych nieźle grających gratów) oczekiwaniom. Owszem. Ale za jakie pieniądze…? I niech tylko się nie popsują bo wtedy biada posiadaczowi. I ostania kwestia: wzornictwo! Coś między RoboCop a Star Trek. I ma „mrygać”, czy to potrzebne czy nie. Nie ma też możliwości wyboru: czarny, srebrny czy szampański kolor obudowy. Prawdą jest, że trzeba było pozwiedzać miasto, żeby „ten” sprzęt „zdobyć”.

     Drugi, bardziej pragmatyczny tor: czy nie można by poznosić tego wszystkiego, dla wielu ludzi bezużytecznego złomu, i stworzyć mini wystawkę ilustrującą możliwości techniczne naszych konstruktorów i przemysłu, przywołującą wspomnienia tym, którzy to zobaczą i (nie ukrywam) dającą nam szansę „wyżycia się” w tym co nas „kręci”? Po paru tygodniach szpiegowania rodziny i znajomych odnośnie posiadanych „gratów” okazało się, że ma to sens. Niemały. Zaczęliśmy działać. I to był początek, już nie wystawki ale, jak się okazało, wystawy (25.II.-2.III.2007 pod nazwą „Wystawa elektroniki PRL-u”).

Stoją od lewej:

Arek Frontczak

śp. Adam Szydzik

Darek Pokorny

Przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Apetyt wzrósł. Skoro przyszło paręset osób, aby to zobaczyć to jednak ma to sens i jest zapotrzebowanie na wspomnienia. I tak powstała druga wystawa (14-21.III.2008 pod nazwą „Wystawa elektroniki PRL-u…i nie tylko”), drugie tyle eksponatów, drugie tyle zwiedzających. W między czasie nasza kolekcja zaczęła się rozrastać. Zaczęliśmy zbierać a niekiedy okazyjnie kupować kolejne „graty”. Pomógł też przypadek. Otóż zwiedzający zaczęli ofiarowywać nam „graty” mówiąc: „chcieliśmy już to wyrzucić bo przeszkadza w piwnicy ale wy to ocalicie”. Nasze zbiory, tak już się odważę powiedzieć, obejmują wiele przykładów tego co „grało, buczało i mrygało” przez ostatnie pół wieku.
    
     I w ten oto sposób w dniach 1-8. marca 2009 roku  miała miejsce trzecia wystawa pod nazwą „Elektronika PRL-u…do trzech razy sztuka”. Początkowo miała trwać do piątku 6 marca, lecz z racji dużego, jak na tego typu wystawę zainteresowania została przedłużona o 2 dni. Obejmowała ponad 800 eksponatów i odwiedziło ja ponad 1200 osób nie tylko z Bydgoszczy, ale i pasjonaci z całej Polski. Był to bogaty przekrój przez cały okres elektroniki z czasów PRL-u, głównie polskiej, ale i trafiły się eksponaty z krajów byłego bloku wschodniego. Do wystawy czynnie dołączyli: Sławomir Krajewski i Mariusz Ptasznik.

     I kolejna IV Wystawa „Elektronika PRL-u…to były czasy” wystawa za nami. Tym razem termin wrześniowy 19-29.09.2010, mimo wielu obowiązków i zamieszania z rozpoczęciem roku szkolnego odwiedzający nie zawiedli i licznie stawili się na wystawie. Ty razem została zmieniona koncepcja aranżacji powierzchni wystawienniczej, było mniej eksponatów, ale za to podzielone na działy: telewizyjny, radiowo hi-fi (chronologicznie od pierwszych Pionierów, po ostatnie Radmory, Diory i Eltry), kącik muzyczny (organy gitara nagłośnienie z epoki), kącik komputerowy oraz przestrzeń wystylizowana na pokój z lat 70. Więcej również było „gadżetów” codziennego użytku, zdobytych dzięki uprzejmości odwiedzających i sympatyków naszej wystawy. Udało się nam zaistnieć medialnie dzięki uprzejmości Radiu PiK, które wspiera nas od pierwszej wystawy oraz stworzonemu na potrzeby programu TeleKurier reportażu, który został wyemitowany w paśmie ogólnopolskim TVP INFO. Serdecznie dziękujemy.